Po jesiennym i wiosennym przycinaniu w ogrodzie zostaje sporo gałęzi, które zwykle trafiają na wysypisko albo do ogniska. Tymczasem właśnie z nich można zrobić stos, który dla małych zwierząt jest prawdziwym domem. W szczelinach między gałęziami chowają się chrząszcze, pająki i dżdżownice, a zimą szuka tam schronienia wiele drobnych stworzeń, które nie mają dokąd pójść. Nawet niewielka kupa gałęzi sprawia, że ogród staje się bogatszy w życie, i to bez żadnych kosztów.
Miejsce warto wybrać w cichym, półcienistym kącie, z dala od ścieżek i od miejsca zabaw dzieci. Na spodzie układamy najgrubsze konary, potem coraz cieńsze gałęzie, a na wierzchu drobny chrust i suche liście. Stos nie musi być ładny ani równy. Im więcej w nim kryjówek o różnych rozmiarach, tym więcej gatunków się w nim zadomowi.
Jak dbać o taki stos
Największą zaletą tego rozwiązania jest to, że prawie nie wymaga pracy. Raz na jakiś czas dokładamy świeże gałęzie, bo dolne warstwy z czasem butwieją i osiadają. Rozkładające się drewno karmi grzyby i owady, a te są pożywieniem dla ptaków. Nie trzeba go podlewać ani porządkować, wystarczy zostawić go w spokoju i pozwolić, żeby zajęła się nim natura.
Zdarza się, że w takim stosie zamieszka jeż albo mały ptak, na przykład strzyżyk czy rudzik. Wtedy najlepiej nie zaglądać do środka i nie przekładać gałęzi, zwłaszcza wiosną i latem. Jeśli zamierzamy stos rozebrać, sprawdźmy wcześniej, czy nikt w nim nie mieszka, i zróbmy to tak, aby nikogo nie wystraszyć ani nie zostawić bez dachu nad głową.
Warto przy okazji zadbać o to, żeby obok stosu była woda i kilka kwitnących roślin. Płaska miska z kamieniami przyda się jeżom i ptakom, a kwiaty przyciągną owady, które później znajdą schronienie w chruście. W ten sposób powstaje małe, samowystarczalne miejsce, w którym każdy element pomaga pozostałym.
Stos gałęzi można też wpasować w ogród tak, by wyglądał na zamierzony. Obok dobrze rosną pnącza, takie jak powojnik czy chmiel, które z czasem porosną go zielenią. Dzieci lubią obserwować, kto mieszka w takiej kupie patyków, a ogród zyskuje kąt, który wygląda dziko, choć jest zaplanowany. To jeden z najprostszych sposobów, by pomóc przyrodzie bez wydawania pieniędzy.